Przeczytałem Ewangelię na najbliższą niedzielę. i skojarzeń wiele.

  1. Karol Meissner. W imieniny Wszystkich Świętych dowiedziałem się, że w tym roku zmarła o. Karl Meissner. Byłem z nim kiedyś na obozie wędrownym na Mazurach. Jakże on mnie wtedy denerwował. Poznałem go wcześniej, prowadził dzień skupienie u Urszulanek Szarych w Warszawie. Głównie dla środowiska KIK. Niestety, nie pamiętam treści ani tematyki jego nauk. Ale musiały być niezwykłe skoro moi rodzice dogadali z nim uczestnictwo moje i mojej siostry na prowadzonym przez niego obozie. Wujek Karol był człowiekiem fascynującym. Niezwykle szeroka wiedza, zwłaszcza w zakresie psychologii. Najwyższa kultura. Opanowanie. Wzbudzał szacunek i podziw. Jego kazania przy ołtarzach zbudowanych z plecaków, wieczorne rozmowy i krótkie wymiany zdań w ciągu wędrówki. Zawsze miał czas dla nas. Nie opędzał się. Ale chciałem napisać o tym, co mnie w nim denerwowało. Otóż denerwowała mnie jego skromność. Jego uniżenie wobec innych. Zwłaszcza wobec rolników, u których nocowaliśmy w stodołach. Każdego z nich przerastał pod każdym względem. Ale gdy z nimi rozmawiał widać było jakim darzy ich szacunkiem. Właściwie okazywał im, że są ważniejsi, wyżsi od niego. Wyglądało to nieraz jak rozmowa ucznia z profesorem. A profesorem wiejskiego życia był zwykły chłop. Nie wiem jak to robił, ale nawet będąc tak uniżonym starał się przekazywać wartości. Starał się pomagać. Dowiadywać, czy może jakoś pomóc.
    Pokazywał całym swoim życiem jak mimo osiągniętej wielkości i wiedzy można pozostać skromnym i cichym człowiekiem. Pokazywał jak można po cichutku kroczyć drogą wskazana przez Jezusa.
  2. Jezus Chrystus. Wzór skromności, a będąc Synem miał do tego prawo. Był (właściwie Jest) ponad ludźmi. A jednak urodził się w biedzie i czystości. Zwykle bieda kojarzy się z brudem, niechlujstwem i brakiem szacunku dla siebie i otoczenia. A tu wprost przeciwnie. Z dala od hałasu, zgiełku. W miejscu dostępnym dla każdego. Każdego wybranego, albowiem do ludzi skupionych na tym świeci nie doszło zaproszenie. Od początku wśród zwykłych skromnych ludzi. Am haarec wśród synów ziemi.
    Nawet kuszony powstrzymywał się od okazania wyższości. Skazany i torturowany jak człowiek z gminu. Nie znaczy to, ze nigdy nie okazywał swojej władzy i wielkości. Wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach. Ale nigdy nie chełpił się. I taki skromny stał się autorytetem dla 12. Czasem chodziły z Nim tłumy. Witany jak król pozostał skromny jak żebrak.
    A może był żebrakiem? Żebrakiem miłości?
  3. Ojciec Święty. Nie lubię tego określenia. Jezus przestrzega, aby nie pozwalać się nazywać rabbi, ojciec czy mistrz. A tu Ojciec Święty! Kto papieża ogłosił świętym? Kto go kanonizował? Uważam tytuł ten za uzurpację. Owszem, szanuję i uznaję sukcesję wywodzącą się wprost od Jezusa Chrystusa. Ale Jezus nie pozwolił nazywać się dobrym, bo dobry jest tylko Ojciec w Niebie. Mam wielki szacunek dla namiestnika boskiego na ziemi. Ale nie utożsamiam go z Bogiem. Nie stawiam go na tronie. Wprost przeciwnie, więcej od niego wymagam i oczekuję. Kiedyś nosili tiarę. Potrójna korona wynosiła ponad lud i królów. A papieżom oddawano niemal boską cześć. Innym władcom, nota bene, też. A i teraz w, np. a Korei Północnej, tak sie dzieje.
    Nie chcę powiedzieć, że jest coś złego w określeniu, którego używa większość (vox populi, vox Dei). Ale dla mnie jest to sprzeczne z nakazem Chrystusa. Jest to przykład przyjmowania nienależnego wywyższenia. Wydaje mi się, że jest to przejaw serwilizmu hierarchii przejęty przez lud.

Od Mateusza usłyszymy: Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą.
I Jezus – Nauczyciel doskonale wcielał je w życie. Nie nakładał na nikogo żadnych obowiązków ponad te, które sam przyjął na siebie. Najpierw sam podejmował się zadania. Fascynuje mnie postawa Jezusa. Zgodność Jego słów z czynami. Nauczanie przez czyny, przez przykład własnego życia. I słów używanie jeno do wyjaśnianie tego, czy przez obserwację Jego postępowania nie zostawało jasno odczytywane.
Karol Meissner był naśladowca Jezusa. Gdy wędrowaliśmy brał z ręce kosę czy wiadro z wodą. Pomagał w pracy tym, u których nocowaliśmy. I nas uczył tego samego. Nie zmuszał do pracy. Dawał przykład. Pokazywał, że można wziąć na siebie czyjeś brzemię. Bez skarżenie się. Cicho i skromnie. Czyż nie tak postępował Pan? Czy nie tak powinniśmy postępować.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Rozważania, dygresje, myśli

Przebaczenie

Czytając słowa dzisiejszej (19.10.2019) Ewangelii czuję się zakłopotany. Zacytuję słowa, które wprowadzają niepokój. Których nie rozumiem. Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie Czytaj więcej…

Rozważania, dygresje, myśli

Pomieszanie języków czyli Babel teraz

To nie powstanie różnych języków używanych przez różne ludy. To brak zrozumienia. A nawet gorzej, to brak chęci zrozumienia. To niemal dokładnie taj, jak się dzieje na obecnej scenie politycznej. Z tym, ze w Polsce Czytaj więcej…

Rozważania, dygresje, myśli

Quo vadis medicinae

Dziś wyczytałem w Interii o wielkim sukcesie chińskiej medycyny. Wielki tytuł: W Chinach wyleczono chorobę genetyczną. Jakiś punkcik w genie wymieniono na prawidłowy. Podaję link: [url]http://nt.interia.pl/raporty/raport-medycyna-przyszłości/medycyna/news-w-chinach-wyleczono-beta-talasemie,nId,2446323[/url]. A to, w jaki sposób dokonano tego wiekopomnego dzieła Czytaj więcej…