To nie powstanie różnych języków używanych przez różne ludy. To brak zrozumienia. A nawet gorzej, to brak chęci zrozumienia. To niemal dokładnie taj, jak się dzieje na obecnej scenie politycznej. Z tym, ze w Polsce nikt nie chciał zbudowania wieży Babel. Od kilkudziesięciu lat nie było sytuacji, w której wszyscy jednocześnie chwyciliby za łopaty, taczki i kielnie, aby wspólnie budować wieżę. Największym zryw dotyczył burzenia. Ale też nie wszyscy wzięli w nim udział. Część stała na straży nieomylnej i zawsze słuszne epoki. Na szczęście już zamierzchłej, choć wciąż jeszcze żywej. Za kilofy chwyciła większość spośród tych, którzy mieli ręce zdatne do pracy. Słabsi chwycili za młotki, przecinaki czy łomy. Wtedy wydawało się, że wszyscy dążący do wyburzeń mówili jednym wspólnym językiem. Wydawało się, albowiem ochocze ręce nie raz podpuszczone przez strażnika upadającego reliktu rzucały się do demontażu fundamentów własnych domów.

W przeciwieństwie do budowniczych wieży Babel, robotnicy rozbiórkowi mieli inne plany. Choć w jakiś sposób podobne. Łączyło ich to, że każdy chciał zbudować wieżę Babel. I większość z nich miała już wstępne plany budowy. Brak zgody dotyczył tylko kilku niuansów. Miejsca budowy, wysokości, konstrukcji, przeznaczenia i kilku innych podobnej rangi. Już na początku dało się wsłuchać w niezrozumiałe głosy. Ale zagłuszane były one przez chóralny śpiew. Równo, sztywno, z kilofem w dłoni, niszczymy star świat. Ale jak stary? Tu kolejny problem. Dla jednych stary, to ten bieżący, choć upadający, dla innych to ten z początku epoki, a dla jeszcze innych z którejś z minionych epok. Dlatego też, gdy burzący doszli do fundamentów zaczęły się pierwsze zgrzyty. Burzyć dalej? Zostawić? Co zostawić? Pomieszanie języków stawało się coraz silniejsze.

Owo pomieszanie języków utrudniło przepływ informacji. Nikt nie wiedział, kto, gdzie i jak głęboko zniszczył fundamenty. Efekty widzimy teraz. Ci, którzy razem, solidarnie rozbijali mury, wyrywali kraty, dziś budują swoje małe wieżyczki Babel. Wyrosło też kilka większych. A w każdej z nich inny język panuje. Choć za każdym razem ten sam. Używane są te same słowa. Ale każde z nich, w każdej wieży, ma zupełnie inne znaczenie. Czasem jest nawet gorzej, bo w zależności od sytuacji może ono uzyskiwać nowe doraźne znaczenie. Chwilowe. Służące wyłącznie do realizacji własnych partykularnych celów władców wieży. Zwolennicy fantazy pomyślą, jakby to fajnie, gdyby były tylko dwie wieże. A jeszcze lepiej jedna (wtedy można by było ją zburzyć).

Tak i teraz boli mnie ks. Bonieckiego hagiografia Szczęsnego. Ksiądz, samobójstwo, polityka, pochwała (a przynajmniej aprobata metody)? Albo przekazy marszu. Ułamkowo procentowy udział przesłonił dominującą masę. I najsławniejsze słowo: Kulson. Jedno słowo, a każdy może usłyszeć to co chce. Albo to, co chce usłyszeć. I wykorzystywać do własnych celów.

Jaki był cel pomieszania języków? Czy taki jak obserwujemy w dzisiejszej Polsce? I na czym polegało owo pomieszanie? Zacznę od drugiego. Jestem przekonany, że sam przebieg pomieszania języków nastąpił w sposób wyżej opisany. Sądzę też, że skutki były identyczna, jak te, które są teraz przez nas obserwowane. Pomieszanie, to zaakcentowanie indywidualnego zdania w oderwaniu od woli innych osób. To brak chęci osiągnięcia kompromisu. Budowniczowie wieży Babel, tej biblijnej, byli zgodni co do jej celu. Dopóki budowali fundamenty, a cel ukryty był w chmurach, nie mieli problemów z porozumiewaniem się. Ale im wyżej, tym ważniejszy był kształt ostateczny projektu. A nie było Głównego Inżyniera, który pogodziłby wszystkich, zadecydował, ukierunkował. Czemuż tak? Albowiem budujący postanowili udowodnić Mu, że nie jest potrzebny. Udowodnić, że każdu z budowniczych dorównuje Mu/ Że są w stanie zbudować taką wieżę, z której sięgnąć po Jego koronę i zrzucić ją na ziemię.

W różnych okresach pojawili się herosowie. Oni jednoczyli ludzkość. No, niezupełnie. Nie całą. Ale wystarczające masy, aby poruszyć ziemski glob. W historii wciąż pojawiały się te same scenariusze. Najpierw pojawiał się wódz. Potem język wodza. Zrozumiały zrazu dla pretorian, a czasem dla ludu. Nowomowa jednoczyła coraz większe masy. A masy zajmowały się gromadzeniem zapałek, smoły, olejów, benzyny. Potem masy zalewały tymi płynami wszystkich, którzy nie rozumieli nowomowy. I niecili pożar. A pożar zachęcał do coraz dalszych wypraw piromańskich. A dymu było tyle, że zaczynał dusić. I zaczynało brakować paliwa, zapału, możliwości. I zanim herosowi udało się doprowadzić do stanu, w którym wszyscy posługują się nowomową jego władza upadała wraz z nim. Tu należy wtrącić na czym polegała nauka nowomowy. Metody były dwie: błyskawiczne poznanie nowych słów, ich znaczeń poparte deklaracją lojalności lub emigracja do lepszego ze światów. Zwykle raptowna i bolesna. Ale też poparta 100% pewnością, że osoba poddane tej metodzie nigdy nie będzie bruździć i nikogo przekonywać do tradycyjnego uznawania znaczenia słów.

Niestety teraz mamy kolejnego herosa. A ten heros jest znacznie groźniejszy od poprzedników. Bo obecny jest herosem zborowym. Przyjmuje różne miana: Soros, Marcon, Angela, Władymir, lewica, tolerancja, demokracja, równość, UE, ONZ … I budować chcą Świetlaną wieżę Babel. Nowoczesną, doskonałą. Nie tylko sięgającą do Nieba, ale zastępującą Niebo. Ale jak to zwykle bywa budowa, nawet tak wspaniała zaczyna się od burzenia. Burzenia fundamentów wiary. Tych najgłębszych, najmocniejszych. Tym fundamentem jest Krzyż. Usuwany z miejsc publicznych. Nie, nie tylko z francuskiego pomnika JPII. Z wszelkich zdjęć reklamowych. Na pocztówkach kościoły bez krzyży. Giewont bez krzyża. Wielkanoc bez Zmartwychwstałego. Gody bez Dzieciątka. 11 listopada bez narodu i Polski. Wielki plac budowy bez kościołów, wiary, etyki, moralności. I bez pamięci.

Niestety, dopóki nie zaczną budować, nie pomieszają się im języki. Dopóki nie zniszczą, nie zaczną budować. Dlatego proszę, szanujmy swoje języki. Rugujmy nowomowę. Walczmy, aby nigdy nie osiągnęła masy krytycznej. Aby nie zlała nas poprawność polityczna, islamizacja, komunizacja, ateizm …
Aby nowa flaga nie zastąpiła KRZYŻA.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Rozważania, dygresje, myśli

Przebaczenie

Czytając słowa dzisiejszej (19.10.2019) Ewangelii czuję się zakłopotany. Zacytuję słowa, które wprowadzają niepokój. Których nie rozumiem. Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie Czytaj więcej…

Rozważania, dygresje, myśli

Kto się wywyższa …

Przeczytałem Ewangelię na najbliższą niedzielę. i skojarzeń wiele. Karol Meissner. W imieniny Wszystkich Świętych dowiedziałem się, że w tym roku zmarła o. Karl Meissner. Byłem z nim kiedyś na obozie wędrownym na Mazurach. Jakże on Czytaj więcej…

Rozważania, dygresje, myśli

Quo vadis medicinae

Dziś wyczytałem w Interii o wielkim sukcesie chińskiej medycyny. Wielki tytuł: W Chinach wyleczono chorobę genetyczną. Jakiś punkcik w genie wymieniono na prawidłowy. Podaję link: [url]http://nt.interia.pl/raporty/raport-medycyna-przyszłości/medycyna/news-w-chinach-wyleczono-beta-talasemie,nId,2446323[/url]. A to, w jaki sposób dokonano tego wiekopomnego dzieła Czytaj więcej…