Rozważania, dygresje, myśli

Hierarchia wartości

W najbliższą niedzielę usłyszymy słowa, które wstrząsają całym człowiekiem. Mt 10,37 37 Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Ale wcześniejsze wersy są jeszcze trudniejsze. Kiedyś mnie oburzały. Teraz kojarzą mi się ze słowami św. Augustyna Jeżeli Bóg w życiu jest na pierwszym miejscu, wszystko znajdzie się na właściwym miejscu”. I to właściwie wyjaśnia już wszystko.

W życiu trzeba zachować właściwy porządek. Właściwą hierarchię wartości. Właśnie trzeba. I niestety, na tym się kończy. Video meliora proboque, deteriora sequor. Albo słowa Jezusa wypowiedziane w jednym z najbardziej dramatycznych chwil przed Męką: Mt 26,41 Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». Wiemy, że Bóg jest najważniejszy. Bez wahania tak odpowiemy na zadane nam pytanie. A jak jest w życiu? Zupełnie inaczej. Zwyciężają małe doraźne korzyści. Chwile przyjemności. A często nasze przywary. Np. chciwość. Zamiast się podzielić, bierzemy dla siebie. Zamiast przyznać rację, brniemy w konflikt. Wielokrotnie mi się to przydarzało. I zapewne przydarzy jeszcze nie raz. Widzę zło wyrządzane przez siebie, wstydzę się go. A jednak przystępując do spowiedzi, wciąż powtarzam te same przewinienia. Głupio mi. Bo to jest oznaką słabości.

To nie znaczy, że nie staram się przełamywać. Postępować lepiej. Przez jakiś czas się udaje. A potem znów. Trach. Wpadam w bagno codziennych grzechów. Jestem człowiekiem. Sądzę, że każdemu z nas się to przydarza. Że każdy walczy ze złem w sobie, ale każdy, w jakimś stopniu ulega złu. Nawet święci. Przynajmniej niektórzy. Wszak tylko o dwóch osobach możemy powiedzieć, że byli bez grzechu. Z tym, że jedna z nich Bogiem jest.

Przychodzimy na ten świat z grzechem. Niezupełnie własnym. Odziedziczonym. Jest on wprawdzie zmywany wodą chrzcielną, ale jakiś brud musi zostawać, skoro wciąż wpadamy w sidła. Wciąż upadamy pod ciężarem słabości.

Ale jest też czynnik drugi, zewnętrzny. Żyjemy w społeczeństwie. Ono wywiera na nas presję. Teraz, w okresie przedwyborczym (podobnie jak w Stanie Wojennym) emocje kumulują się. Dwie stacje telewizyjne stoją po przeciwnych stronach barykady i okładają się czym popadnie. Nie ma znaczenia, czy posługują się prawdą, czy kłamstwem. Liczy się cel. Cel, który uświęca środki. A, zdawałoby się myślący, ludzi, zamiast myśleć powtarzają komunały. Zauważyliście jak łatwo jest kogoś opluć? Zauważacie jak naśladujemy sienkiewiczowskiego Kalego? To co wymierzone w nas, w naszego człowieka – boli. A to co w przeciwnika daje satysfakcję. Któż potrafi obiektywnie ocenić? W tym wszystkim mamy dwie poprawności polityczne. Tę lewicowa, bardzo mocna akcentowaną i tę prawicową, krystalizującą się. Obie są obowiązujące. Ino w różnych środowiskach różne. W głównych mediach nie toleruje się odmiennych poglądów wyrażanych nawet w zupełnie prywatnych sytuacjach. Dlatego tak ważna jest hierarchia wartości.

To obowiązek każdego chrześcijanina. Mamy obowiązek dawać świadectwo Także wtedy, gdy boli. Napisał Mateusz Mt 5, 37 Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. Mamy obowiązek piętnowania zła. Ale co się dzieje, gdy przy tym ranimy? Bo nikt nie lubi, jak wytyka mu się jego błędy. Wtedy, jakże często wkracza poprawność polityczna. Ktoś nas gani, daje klapsa. Bo to nie poprawne. Tak nie wolna. Klapsa jak małemu dziecku (a fe, to jest karalne). Pamiętacie Pawkę Korczagina vel Pawlika Morozowa? Wykazał się poprawnością polityczną. Bohater. Teraz jest podobnie. Cały czas jest podobnie. Jeno z różnym natężeniem.

Cóż robić. Silniejsi walczą. Słabi się poddają. Uciekają na pustynię, aby nabrać sił. Aj, przegiąłem. To kojarzy się z Jezusem, który był silny. Silniejszy od każdego z ludzi. Ale, ale … On także był poddawany pokusom. Właśnie na pustyni. Bo pobyt na pustyni pozwala na sięgnięcie do własnego wnętrza. Bo hartuje. Pozwala przemyśleć. Słaby człowiek tego potrzebuje. Ale nie zawsze znajduje tam siłę. Nie zawsze mu się udaje.

Pora wracać do Ewangelii. W każdej sytuacji trzeba starać się położyć na szali doraźne korzyści. A na drugiej Boga. Sądzę, że jeśli zdołamy się zatrzymać, to nie podejmiemy złej decyzji. Zdołamy się powstrzymać od zła. Niestety, w pędzie życia, w emocjach, zapominamy o wyższych wartościach. Przemy do przodu. Liczy się nasz interes.

Lenin, Stalin, Mao czy Hitler też chcieli dobra. Nawet Pol Pot. Dobra wymyślonego przez siebie. To skrajne przykłady uszczęśliwiania na siłę. W efekcie uszczęśliwiany wcale nie staje się szczęśliwym. Tylko udaje szczęśliwego, aby nie znaleźć się wśród tych, którzy skazani są na cierpienie.

Dlatego stań na chwilę. Jeśli potrafisz. Stań na mojej drodze. Zatrzymaj mnie. Pokaż mi dobro. Pokaż mi piękno. Uczyń to tak, abym nie zorientował się, że to Ty czynisz. Abym miał satysfakcję, że sam spostrzegłem. Abym był szczęśliwy jak dziecko, któremu uda się przejechać pierwsze metry na pierwszym rowerku. A jak wpadnę w bagno, rzuć dyskretnie linę lub podaj drąg. A zasługi Twoje nie zostaną zapomniane. Jak napisano Mt 25,40 A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *